Prolog
Dziewczyna szła ulicą kurczowo trzymając swą błękitną parasolkę w ręce, drugą
zaś próbowała odgarnąć z twarzy kosmyki czarnych włosów. Wiatr wciąż je
rozwiewał więc nie było to łatwe zadanie. W pewnym momencie nie widziała już
nic. Zdarzyło się wtedy coś, co od początku przewidywała... Wpadła na kogoś i
wciąż nic nie widząc, upadła na chodnik puszczając parasolkę, która natychmiast
została porwana przez wiatr. Po niespełna minucie wyplątała twarz z burzy
czarnych loków i popatrzyła na osobę, którą potrąciła. Kucnął przy niej pewien
blondyn i podał rękę, aby wstała.
-Przepraszam, to wszystko przez ten wiatr...
Powiedziała nieśmiało dziewczyna a ten tylko się uśmiechnął, podał jej parasolkę i melodyjnym, kojącym głosem powiedział jedynie "To moja wina, przepraszam" Wszystko zaczyna się powoli rozpływać, chłopak patrzy na nią z lekkim, melancholijnym uśmiechem i znika...
Dziewczyna budzi się w swoim pokoju, na ścianie widnieje czyjś cień ale zanim zdążyła się odwrócić, osoby, która go rzucała już nie było. Po twarzy dziewczyny spływają stróżki chłodnej wody, czyżby był to sen na jawie? Wygląda przez okno, księżyc w pełni oświetla wszystko co jest za oknem. Jest środek zimy... Czy naprawdę śniła? Wstaje z łóżka i sięga po ręcznik ale jest już sucha. Z niezrozumieniem siada na łóżku i spogląda na budzik, za chwilę i tak musi wstawać...
-Przepraszam, to wszystko przez ten wiatr...
Powiedziała nieśmiało dziewczyna a ten tylko się uśmiechnął, podał jej parasolkę i melodyjnym, kojącym głosem powiedział jedynie "To moja wina, przepraszam" Wszystko zaczyna się powoli rozpływać, chłopak patrzy na nią z lekkim, melancholijnym uśmiechem i znika...
Dziewczyna budzi się w swoim pokoju, na ścianie widnieje czyjś cień ale zanim zdążyła się odwrócić, osoby, która go rzucała już nie było. Po twarzy dziewczyny spływają stróżki chłodnej wody, czyżby był to sen na jawie? Wygląda przez okno, księżyc w pełni oświetla wszystko co jest za oknem. Jest środek zimy... Czy naprawdę śniła? Wstaje z łóżka i sięga po ręcznik ale jest już sucha. Z niezrozumieniem siada na łóżku i spogląda na budzik, za chwilę i tak musi wstawać...
Rozdział I
~Jaki dziwny sen… ~ Mruknęłam sama do siebie i nakryłam
ramiona kołdrą, dlaczego jest tak zimno? Spojrzałam w stronę okna, było
otwarte… Przecież to nie możliwe… To był tylko sen, to tylko sen… Mimo wszystko
wiedziałam, że nawet jeśli będę to sobie wmawiać do końca życia to i tak w to
nie wierzę, nie należę do ludzi których można od tak przekonać, lecz to co się
stało było absurdalne, wręcz nierealne… Ostatnio strasznie dużo dziwnych rzeczy
było ze mną związane, bo i Bóg nie wie, jak jednym susem znalazłam się na dachu
trzypiętrowego budynku. Całe moje życie zaczynało robić się wręcz z zawrotną
prędkością, jedną wielką pomyłką. Zegar pokazywał za piętnaście szóstą. Każda
normalna osoba, wiedząc, iż ma jeszcze dobrą godzinę snu wtuliła by łeb w
poduszkę i zasnęła, ale ja normalna nie byłam…
Po wszystkich
ceremoniach w toalecie ubrałam się w szare jeansy i wyblakłą niebieską bluzę, upięłam na czubku głowy niestarannie zrobiony
kok i po cichu wymknęłam się z domu. Na dworze już czekał mój pies,
przyzwyczaił się do wczesnych spacerów. W nocy musiało nieźle padać, wszędzie
gdzie nie spojrzeć były kałuże. Westchnęłam cicho i przypięłam smycz do jego
obroży ~ Chodź mały, dzisiaj pójdziemy na dłuższy spacer…
Już prawie
dwadzieścia minut spacerowałam leśną ścieżką, było jeszcze dość ciemno, więc
nie spodziewałam się, że kogokolwiek tutaj spotkam. Najwyraźniej się pomyliłam,
dwadzieścia metrów ode mnie stał jakiś mężczyzna, nie widziałam go zbyt dobrze.
Miejsce w którym stał było osnute gęstą mgłą. Patrzył się na mnie, więc
odwróciłam wzrok, nie chcemy niepotrzebnych problemów, prawda? Mimo wszystko
ponownie spojrzałam na mężczyznę, a raczej na miejsce, w którym stał, ponieważ
już go tam nie było. ~ Zaczynam wariować… ~ Pies spojrzał na mnie ze
zdziwieniem, najwyraźniej nie zauważył nic dziwnego w tym, że mężczyzna w ciągu
pięciu sekund zdążył wyparować, a może to ze mną jest coś nie tak? Przecząco
pokiwałam głową, jakby dla utwierdzenia swojej normalności i poszłam dalej, ale
nie mogłam kontynuować spaceru w spokoju, nadal czułam na sobie czyjś wzrok…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz