Hii

środa, 30 października 2013

Rozdział I "Mgła..."



Prolog



              Dziewczyna szła ulicą kurczowo trzymając swą błękitną parasolkę w ręce, drugą zaś próbowała odgarnąć z twarzy kosmyki czarnych włosów. Wiatr wciąż je rozwiewał więc nie było to łatwe zadanie. W pewnym momencie nie widziała już nic. Zdarzyło się wtedy coś, co od początku przewidywała... Wpadła na kogoś i wciąż nic nie widząc, upadła na chodnik puszczając parasolkę, która natychmiast została porwana przez wiatr. Po niespełna minucie wyplątała twarz z burzy czarnych loków i popatrzyła na osobę, którą potrąciła. Kucnął przy niej pewien blondyn i podał rękę, aby wstała.
-Przepraszam, to wszystko przez ten wiatr...
Powiedziała nieśmiało dziewczyna a ten tylko się uśmiechnął, podał jej parasolkę i melodyjnym, kojącym głosem powiedział jedynie "To moja wina, przepraszam" Wszystko zaczyna się powoli rozpływać, chłopak patrzy na nią z lekkim, melancholijnym uśmiechem i znika...
Dziewczyna budzi się w swoim pokoju, na ścianie widnieje czyjś cień ale zanim zdążyła się odwrócić, osoby, która go rzucała już nie było. Po twarzy dziewczyny spływają stróżki chłodnej wody, czyżby był to sen na jawie? Wygląda przez okno, księżyc w pełni oświetla wszystko co jest za oknem. Jest środek zimy... Czy naprawdę śniła? Wstaje z łóżka i sięga po ręcznik ale jest już sucha. Z niezrozumieniem siada na łóżku i spogląda na budzik, za chwilę i tak musi wstawać...

 

Rozdział I


               ~Jaki dziwny sen… ~ Mruknęłam sama do siebie i nakryłam ramiona kołdrą, dlaczego jest tak zimno? Spojrzałam w stronę okna, było otwarte… Przecież to nie możliwe… To był tylko sen, to tylko sen… Mimo wszystko wiedziałam, że nawet jeśli będę to sobie wmawiać do końca życia to i tak w to nie wierzę, nie należę do ludzi których można od tak przekonać, lecz to co się stało było absurdalne, wręcz nierealne… Ostatnio strasznie dużo dziwnych rzeczy było ze mną związane, bo i Bóg nie wie, jak jednym susem znalazłam się na dachu trzypiętrowego budynku. Całe moje życie zaczynało robić się wręcz z zawrotną prędkością, jedną wielką pomyłką. Zegar pokazywał za piętnaście szóstą. Każda normalna osoba, wiedząc, iż ma jeszcze dobrą godzinę snu wtuliła by łeb w poduszkę i zasnęła, ale ja normalna nie byłam…
        Po wszystkich ceremoniach w toalecie ubrałam się w szare jeansy i wyblakłą niebieską bluzę,  upięłam na czubku głowy niestarannie zrobiony kok i po cichu wymknęłam się z domu. Na dworze już czekał mój pies, przyzwyczaił się do wczesnych spacerów. W nocy musiało nieźle padać, wszędzie gdzie nie spojrzeć były kałuże. Westchnęłam cicho i przypięłam smycz do jego obroży ~ Chodź mały, dzisiaj pójdziemy na dłuższy spacer…
        Już prawie dwadzieścia minut spacerowałam leśną ścieżką, było jeszcze dość ciemno, więc nie spodziewałam się, że kogokolwiek tutaj spotkam. Najwyraźniej się pomyliłam, dwadzieścia metrów ode mnie stał jakiś mężczyzna, nie widziałam go zbyt dobrze. Miejsce w którym stał było osnute gęstą mgłą. Patrzył się na mnie, więc odwróciłam wzrok, nie chcemy niepotrzebnych problemów, prawda? Mimo wszystko ponownie spojrzałam na mężczyznę, a raczej na miejsce, w którym stał, ponieważ już go tam nie było. ~ Zaczynam wariować… ~ Pies spojrzał na mnie ze zdziwieniem, najwyraźniej nie zauważył nic dziwnego w tym, że mężczyzna w ciągu pięciu sekund zdążył wyparować, a może to ze mną jest coś nie tak? Przecząco pokiwałam głową, jakby dla utwierdzenia swojej normalności i poszłam dalej, ale nie mogłam kontynuować spaceru w spokoju, nadal czułam na sobie czyjś wzrok…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz