Hii

sobota, 26 października 2013

Rozdział II



Mam nadzieję, że podoba się wam opowiadanie, rozdziały będę dodawać co dwa, trzy dni, a tym czasem mam nową wiadomość. Już niedługo dodam pierwszy rozdział nowego opowiadania, a tymczasem mam prośbę, piszcie pomysły na swoje własne postacie! Być może już niedługo stworzymy opowiadanie grupowe :)

 Rozdział II

       Jeden z mężczyzn zaczął się śmiać a ja tylko westchnęłam i obrzuciłam ich chłodnym spojrzeniem, Moje zielone oczy zapłonęły czerwienią. Szykuje się zabawa… - Co masz nam zamiar zrobić panieneczko? –Zaśmiał się i popatrzył na mnie z rozbawieniem. –Zawiąż mu oczy, nie będzie musiał patrzeć na to, co z nią zrobimy. –Warknął do swojego przyjaciela a ten posłusznie wykonał rozkaz. Obaj zaczęli do mnie podchodzić, a ja stałam niewzruszona i patrzyłam na nich tak, jakby to byli moi przyjaciele. Kiedy byli już bardzo blisko jednym ruchem wyciągnęłam małą buteleczkę i zaśmiałam się w myślach. Nie ma to jak sok z gumi jagód!  Jednym łykiem wypiłam zawartość i zniknęłam, aby za chwilę pojawić się za ich plecami. Oparłam się na ich ramionach widząc, że są zdezorientowani. –To co? Nadal chcecie coś mi zrobić? –Zapytałam, a po chwili dodałam szeptem. –Teraz wypadało by uciekać… -Mężczyźni popatrzyli na mnie z przerażeniem i zaczęli biec przed siebie. Jak ja kocham nie być człowiekiem! –Nic Ci nie jest? –Podeszłam do chłopaka i rozwiązałam go. –Nie… -Odpowiedział krótko, jeśli nie chce mówić to nie musi. –Nie wiesz że w tym mieście nie chodzi się w nocy po ulicach? Jeśli życie jest nudne to rób tak dalej… -Odgarnęłam swoje długie do pasa, blond włosy i zaczęłam iść w stronę domu. –Poczekaj! Ja Cię znam! –Krzyknął, a ja odwróciłam się na pięcie, ten głos… Nie! To nie jest możliwe… -Rose! Pamiętasz mnie? To ja Olivier! –Popatrzyłam  na niego i syknęłam. –Najwyraźniej mnie nie znasz, nie mam na imię Rose… -Ten nie dawał jednak za wygraną –Przecież wiem że to ty! Piętnaście lat Cię szukałem a Ty byłaś tak blisko… -Teraz już nie wykręcę się… -No dobrze, pamiętam, ale nie będę rozmawiać z tobą na ulicy. Chodź… -Powiedziałam i szybkim krokiem ruszyłam przed siebie.
 Po kilku chwilach byliśmy pod moim domem, otworzyłam przed nim drzwi, a kiedy wszedł szybko zamknęłam. Zaprowadziłam go do salonu i wskazałam biały, skórzany fotel który stał tuż przy małym stoliku do kawy. –Chcesz się czegoś napić? –Zapytałam, lecz ten pokiwał przecząco głową. –Dlaczego nie wróciłaś? Wiesz jak bardzo wszyscy się o ciebie martwili? Piętnaście lat… -Powiedział jednym tchem i znów zaczął. – Co z twoimi włosami i oczami? Specjalnie się tak zmieniłaś? – Dorzucał mi nowe pytania. Sama już nawet nie pamiętam jak wyglądałam, codzienne zakładanie soczewek żeby zmienić barwę oczu… Zastanawiałam się po co to robię. – Nikt mnie nawet nie szukał! Moi rodzice zapewne starali się zapomnieć o mnie i moich dziwactwach, Ci ludzie zresztą nie są moimi rodzicami! –Powiedziałam patrząc na niego ze smutkiem, nie mogłam uwierzyć że przez jedenaście lat mojego życia okłamywali mnie, tylko po to żebym potem dowiedziała się tego od mafii…Nie wybaczyłam im tego i nie mam zamiaru. Miałam wtedy jedenaście lat, a ludzie którzy mnie wychowywali zostawili mnie samą na lotnisku i odeszli, wciąż nie mogę zapomnieć tego uczucia, byłam samotna, aż wreszcie podszedł do mnie mężczyzna, stali za nim moi opiekunowie i mówił mi że mnie zabierze, że poznam swoich prawdziwych rodziców…
-Na darmo tu przyjechałeś… Jutro wyjeżdżam do Rosji. –Powiedziałam i wstałam z fotela. –Jeśli chcesz mogę Cię przenocować. –Zaproponowałam a ten skiną głową na znak że się zgadza. Zaprowadziłam go do sypialni i wskazałam łóżko naprzeciw swojego, sama zaś poszłam do łazienki i nalałam do wanny dużo wody. Gdyby Afrykańczycy to widzieli, już dawno rzucili by mnie na pożarcie aligatorom…
Po półgodzinnej kąpieli wyszłam z wanny i przebrałam się w piżamę, nastawiłam swego dręczyciela na godzinę czwartą rano i usiadłam na łóżku. Chłopak już dawno zasnął, zgasiłam więc światło i cicho powiedziałam „dobranoc”. Położyłam się do łóżka i już po chwili spałam.
       Obudziłam się zanim mój kat zdążył zadzwonić. Wyciągnęłam dłoń w stronę szafki i udaremniłam mu drażnienie moich uszu. Olivier już chyba nie spał, przynajmniej tak mi się zdawało. Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia nagle rozległo się pukanie do drzwi, szybko wyjrzałam przez  okno i o mało co nie pisnęłam widząc przed drzwiami Aleksandra. Szybko pobiegłam do sypialni i zepchnęłam chłopaka z łóżka. On oszołomiony, nic nie powiedział tylko dziwnie na mnie popatrzył. Wyciągnęłam największą walizkę jaką miałam i szturchnęłam Oliviera. –Właź tam! –Powiedziałam i otworzyłam walizkę. –Chyba sobie żartujesz… -Jeśli zaraz nie wejdzie do tej walizki to coś mu zrobię…- Właź i nie gadaj! –Tym razem chłopak wszedł do walizki a ja zamknęłam ją  i postawiłam w kącie. Szybko pobiegłam do drzwi. –Cześć Aleks… -Powiedziałam lekko zdenerwowanym tonem. Po co on tu przyjechał!? –Myślałem że jeszcze spisz, chciałem Cię obudzić. –Być może tylko mi się zdawało lecz w jego wzroku było coś dziwnego, czyżby nie przyszedł tu po to żeby mnie „obudzić”?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz