Hii

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział IV



Już niedługo pierwszy rozdział nowego opowiadania ^^



           -Boże… Zaraz się spóźnię. –Jęknęłam i dodałam gazu. Teraz było już pewne, że nie dojadę na czas. Zza rogu wyłonił się policyjny wóz, nie było szansy żebym tak szybko zahamowała. Przejechałam obok auta wciąż mając na liczniku powyżej stu dwudziestu. Czyżby nikogo nie było w radiowozie? Na pewno ktoś tam był… Przed moimi oczami ukazał się gmach terminalu. Wysoki budynek, pokryty szkłem. Na pasie stał samolot, zapewne zaraz miał odlecieć. Piąta dwadzieścia pięć…
Szybko wysiadłam z samochodu i wyjęłam walizkę z bagażnika. Już po chwili zauważyłam Aleksa. –Szybciej, zaraz odlatujemy… -Wziął moje bagaże i bez trudu zaczął je ciągnąć, szybko podążyłam za nim. Po chwili znaleźliśmy się przed samolotem, rzucił jakiemuś chłopakowi moje kluczyki i walizkę, a ten złapał je bez trudu i zaczął gdzieś iść, nie widziałam jego twarzy lecz na pewno był jasnym blondynem, być może w moim wieku. Popatrzyłam ostatni raz w jego stronę z dziwnym przeczuciem że skądś go znam. Znikł z mojego pola widzenia…
        -Gdzie mamy miejsca? –Zapytałam patrząc na szatyna, był podenerwowany. Kiedy nie odpowiedział szturchnęłam go lekko. –Aleks, pytałam się o coś… -Ten popatrzył na mnie i gestem wskazał dwa miejsca z tyłu samolotu. Przerzuciłam włosy na plecy i usiadłam na miejscu pod oknem, najwyraźniej nie chciał ze mną rozmawiać… -Kim był ten chłopak? –Czyli jednak się odezwał… -Powiesz mi? –Zapytał wyraźnie milszym głosem. Czyli jednak to go gryzło! –Nieważne. Nie twój interes. –Powiedziałam patrząc za okno. -A właśnie że mój… -Powiedział tak, jakby miał zamiar się ze mną droczyć. –Pilnuj lepiej swojej Mary… -Powiedziałam chłodno i popatrzyłam na niego ze złością. Lepiej niech pilnuje swoich spraw. Usłyszałam jego cichy śmiech. No tak, właśnie zaczyna realizować swój plan, „jak mnie rozgryźć”, czyżby właśnie udało mu się skłonić mnie do wyrażenia swojej zazdrości? A jednak mistrz nadal góruje nad uczniem, ale niech się nie martwi, uczeń będzie lepszy… -Czyżby zżerała Cię zazdrość? –Powiedział z rozbawieniem i lekko chwycił mój podbródek. Nasze oczy były na tym samym poziomie więc mimo karcenia się w duchu spojrzałam w te jego piękne oczy. Kolor nadziei… Chyba jednak nie mogłam mieć nadziei że cokolwiek kiedyś uwolni go od tamtej dziewczyny… Odsunęłam się od niego i z godnością uniosłam głowę.  –Znamy się tak długo… Prawie siedem osiem, prawda? Czy nie sądzisz że jeśli uczeń jest zazdrosny… -Przerwał mu mój cichy syk, pomasowałam lekko swoją skroń i popatrzyłam na niego, dobrze wiedział co to oznaczało. Ostatni raz czułam to dwa lata temu, kiedy miałam sprzątnąć jednego z członków mafii –demona… Aleks dyskretnie rozejrzał się po samolocie, jednak już wiedziałam gdzie jest zagrożenie. Kopnęłam go lekko w kostkę i popatrzyłam za okno. Zbyt dobrze znałam tą twarz… Filipow. –Wątpię żeby był to przypadek…- Powiedziałam z lekkim westchnieniem. Dlaczego to tak okropnie boli? Popatrzyłam z nikłym uśmiechem na chłopaka i oparłam głowę o chłodną szybę, po chwili mruknęłam „co mówiłeś?” .Chłopak zaśmiał się i podsunął do mnie. Zauważyłam kątem oka jak nachyla się nad moim ramieniem, a jego głowa powoli zbliż się do mojej. Przerażona wizją tej niebezpiecznej bliskości zsunęłam się niżej i odwróciłam twarz w jego stronę. –Co chciałeś zrobić? –Chłopak zaskoczony moim ruchem szybko wrócił na swoje miejsce. –Nic… Chciałem tylko… -Na jego twarzy pojawił się nieznany mi dotychczas rumieniec. –Chciałeś tylko? –Zapytałam z lekkim śmiechem, głowa przestała mnie boleć, to chyba dobrze… -Nie ważne… -Powiedział cicho i odwrócił ode mnie wzrok.  Ktoś wszedł na pokład, tą osobą okazał się rosły, dobrze zbudowany mężczyzna o kruczoczarnych włosach sięgających do ramion- Rajmund… Zapewne zaraz zobaczymy również Filipowa. Aleks popatrzył na mnie z jakąś dziwną, nieznaną mi dotąd minął, czyżby to była troska? Skrzywiłam się z bólu i stwierdziłam że usiadł zaraz za nami. Nasunęłam bluzkę wyżej, tak aby zasłoniła szyję i zsunęłam się jeszcze niżej. Szatyn złapał mnie za rękę i przyciągnął bliżej siebie, teraz brakuje nam tyko tego aby łowca stał się zwierzyną…
         Myślałam że za chwilę eksploduje mi czaszka, jeszcze tylko pół godziny, muszę wytrzymać… Moja głowa bezwładnie leżała na ramieniu Aleksa a ręką ściskałam jego nadgarstek. Nie był to jakiś zwykły ból, on doskonale o tym wiedział ,kiedyś sam musiał to znosić, więc rozumiał, że przez ten ból już nie jeden postanawiał ulżyć sobie w cierpieniu. Oczy okropnie mnie piekły, z trudem powstrzymywałam łzy. Nagle rozległ się głos pilota. „Niestety, z powodu złych warunków atmosferycznych musimy przeczekać na lotnisku…”. Nawet nie zwracałam uwagi na to, co działo się za oknem, dopiero teraz zauważyłam że pada deszcz a ciemne, wręcz czarne niebo przecinają żółte gromy. Powoli zaczęliśmy lądować… Wcisnęłam głowę w fotel z nadzieją że w końcu się oddalimy. Chyba bardziej nie mogłam się mylić… Kiedy mieliśmy zacząć wychodzić Aleks przepuścił mnie a ja sięgnęłam po swoją torbę. Niestety moja bluzka niefortunnie ześlizgnęła się z szyi odsłaniając mały tatuaż, wiedziałam że Rajmund i Filipow się na mnie patrzą lecz dopiero po chwili zauważyłam że jeden z nich stoi za mną. Uśmiechnął się do mnie, obnażając swoje ohydne żółte zęby. Aleks stał odwrócony tyłem i najwyraźniej czegoś szukał… -Nie róbcie tego…- Jęknęłam cicho, lecz wiedziałam że nawet gdybym mogła nie dała bym rady sięgnąć po nóż. Filipow z miną kata uderzył z całą siła w mój kark, nie zdążyłam się odwrócić… 3, 2, 1… Usłyszałam jedynie huk jaki wywołał mój upadek, przed moimi oczami zrobiło się ciemno…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz