Hii

piątek, 25 października 2013

Rozdział I

Cóż, miałam zamiar pisać opowiadanie o bohaterach pewnej mangi, ale powstrzymałam się ponieważ umiem pisać tylko yaoi a to raczej nie przejdzie. Na zachętę do czytania postanowiłam wstawić kilka rozdziałów mojego, już dosyć starego, opowiadania. Zapewne na przemian będę wstawiać trzy opowiadania więc:
Itadakimasu!

Rozdział I


              Księżyc otulał ciemne uliczki. Jedyne żywe istoty błąkające się o tej porze po tym okropnym mieście to koty- nieustraszeni podróżnicy. No tak, zapomniałam o szczurach, te wstrętne stworzenia chyba nigdy nie śpią. Żaden normalny człowiek nie puszczał by się o tej porze bo mieście, są zbyt strachliwi by chodzić po ulicach kiedy zaczyna się ściemniać a o nocy nawet nie ma co gadać… Siedziałam na dachu jednej z kamienic i przyglądałam się poczynaniom kocura, który najwyraźniej został uwięziony na dworze przez swych właścicieli. Denerwowało mnie jego miauczenie, więc podeszłam do niego i jednym ruchem otworzyłam okno, ten zaś wskoczył do mieszkania i posłał mi ciche podziękowanie w postaci machnięcia ogonem. Już po chwili stworzenie leżało na łóżku, tuż przy swej małej właścicielce. Uśmiechnęłam się prawie niezauważalnie i jednym ruchem zamknęłam okno, po chwili obróciłam się na pięcie i o mało co nie dostałam zawału. Stał za mną przynajmniej o dziesięć centymetrów wyższy szatyn. Klepnęłam go niezbyt mocno po ramieniu i z wyrzutem powiedziałam:
-Możesz mnie nie straszyć? Obiecuję Ci, że kiedyś tego pożałujesz…- Powiedziałam lecz chłopak nadal stał niewzruszony, mogłabym przysiąc że na jego twarzy malował się lekki uśmiech. Położył rękę na mym ramieniu, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Warknęłam tylko a on zaśmiał się, no cóż, może w poprzednim wcieleniu byłam jakimś ładnym pieskiem? Musze przyznać że moje przemyślenia mnie dobijają… -No i z czego się śmiejesz? Popatrzył byś na siebie! Kiedy ostatnio coś ze sobą robiłeś, oczywiście oprócz trenowania… Ta twoja nie uległość jest po prostu powalająca. Dziewczyna owinęła Cię sobie wokół palca! –Powiedziałam i westchnęłam ciężko, nie mogłam uwierzyć że jakaś lafirynda mogła go uwieść. Jedyne co mnie w tym boli to fakt, że mi się nie udało, ale przecież zawsze może być inny, prawda? Z tych bezsensownych przemyśleń wyrwał mnie głos Aleksandra. –Po to mam oczy żeby się na Ciebie patrzeć a to z czego mam przyjemność się śmiać to już tylko i wyłącznie moja sprawa…
-No co ty? To tak jakbyś zarzucał mi to że nie wiem do czego służą oczy…
-Bo może nie wiesz? Przecież takie osoby jak ty często zapominają różne rzeczy, skąd więc mogę wiedzieć że wiesz do czego się ich używa?
Zaśmiałam się chłodno i podeszłam bliżej niego. –Dosyć tej cudownej wymiany poglądów, może w końcu zaszczycisz mnie informacją z jaką tu przybyłeś? W końcu nigdy nie przychodzisz do mnie od tak sobie. –Powiedziałam i popatrzyłam na niego podejrzliwie, z bliska wydawał się jeszcze przystojniejszy.
-Masz racje, do ciebie nie przychodzi się z pustymi rękami. Moja propozycja jest  następująca: zlikwidujesz pewnego gościa, to najprawdopodobniej ktoś z rosyjskiej mafii. Zagraża mojemu klientowi. Facet którego masz sprzątnąć to dawny wojskowy a jak wiadomo tacy są jeszcze groźniejsi…
Przerwałam mu i zapytałam –A co będę z tego mieć?  -Popatrzyłam na niego podejrzliwie, już miałam coś powiedzieć kiedy ten zaczął –Wiedziałem, że o to zapytasz. Co powiesz na taką kwotę? –Pokazał mi kwitek na którym widniała sześciocyfrowa sumka. –Dostaniesz tyle jeśli szybko wykonasz robotę…- Patrzył na mnie badawczo a na jego twarzy widniał chytry uśmieszek. Ponownie zabrałam głos –Jedziesz do Moskwy ze mną czy może mam zrobić to sama? Pamiętaj że jestem tylko „człowiekiem” i nie zawszę dam radę.
-Jadę z tobą… -Powiedział i zaśmiał się cicho. –Co do twojego człowieczeństwa miał bym wątpliwości zresztą tak jak i do swojego. To jak? Bierzesz to?
-W sumie, rosyjska mafia dość dobrze mnie zna…- Zaśmiałam się cicho i zapytałam –To kiedy zaczynamy?
-Jutro rano na lotnisku, pierwszy lot do Moskwy o 5.30… - Powiedział i równie szybko jak się tu zjawił, już go nie było
-No moi drodzy przyjaciele… Szykujcie się na mój wielki powrót.
Powiedziałam i jednym susem zeszłam z dachu. Powoli zaczęłam kierować się w stronę domu jednak jak zwykle nie  mogła mnie ominąć dodatkowa rozrywka. Dwóch osiłków stało na końcu ulicy i z nie najlepszymi humorami przypierali jakiegoś biedaka do ściany. Ja oczywiście, jak to porządna obywatelka podeszłam do nich i z uśmiechem oparłam się o mur. Skądś znałam tego biednego chłopaka ale nie mogłam sobie przypomnieć.
-Nie wiem czy wiecie ale za taką rozrywkę można nieźle oberwać…
Mężczyźni popatrzyli z kpiną w moją stronę, najwyraźniej nie wiedzieli że w tym momencie powinni uciekać…

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz